Staram się ograniczyć spędzanie czasu w wirtualnym świecie. Praktycznie nie czytam artykułów na plotkarskich portalach. Po prostu mam własne życie i nie koniecznie chce tracić swój czas i energię na niepotrzebne rzeczy. Zamiast tego wolę spędzić ten czas ze swoimi dziećmi.

Nie mniej jednak, w ostatnich dniach gdzie nie spojrzę, to widzę zdjęcia ślubne książęcej pary - Księcia Harry’ego oraz jego wybranki - Meghan Markle. Oczy całego świata tego dnia były skierowane właśnie na nich - ale najbardziej na przyszłą księżną, bo to ona musiała stanąć na wysokości zadania, sprostać oczekiwaniom publiczności, zawiedzionych panien i wymagającej rodziny królewskiej. Stanęła w ogniu krytyki adoracji. W ciągu jednego dnia ze zwykłej dziewczyny z niepełnej rodziny stała się księżną, która na zawsze zmieniła oblicze brytyjskiej monarchii.

Niemal każdy chciał zobaczyć pannę młodą i wydać swój osąd. Zaczęły się komentarze specjalistów maści wszelkiej, począwszy od stylistek i innych znawców mody. „Suknia ślubna za skromna, niedopasowana do figury, fryzura zła, tiara zbyt duża, welon za długi”- wielki zawód speców od poprawiania urody. Posypały się także zdania dezaprobaty w stosunku do samej królowej Elżbiety II. Jej posępna mina miała świadczyć o rzekomym niezadowoleniu z wyboru wnuka. Ceremonia zaślubin, mama wybranki Harry’ego, jej lista gości i oryginalny pastor z werwą wygłaszający kazanie także byli na językach. Każdy szczegół, każdy ruch, krok i oddech były obserwowane - nie tylko okiem kamery.

Pomyślałan, że każda niemal kobieta marzyła o tym, by zostać żoną księcia, mieć piękny ślub, niczym z bajki, żyć długo i szczęśliwie. Ja także!

Dziś już wiem, że nie zazdroszczę żadnej księżniczce. Z perspektywy dorosłej, świadomej kobiety, jest mi jej nawet trochę żal. Jest pod wpływem ogromnej presji, krytyki i porównywana do innych - choćby do zmarłej Księżnej Diany czy żony brata - Księżnej Cambridge - Catherine. Nie wspominając o fakcie, że weszła do niezwykle konserwatywnej rodziny, która z pomocą Meghan chce wysłać światu sygnał, że jest niezwykle nowoczesna i tolerancyjna, postępująca z duchem czasów.

Od chwili kiedy na horyzoncie pojawiła się feminizująca wybranka księcia, nie ustawały komentarze o jej niedoskonałościach. Jednak z dnia na dzień dziewczyna z Los Angeles, rozwódka, aktorka i blogerka została żoną prawdziwego księcia, zmieniając swój status w społeczeństwie, jednocześnie oddając swoje życie w ręce stylistów, doradców, nauczycieli i ściśle przestrzegającej etykiety rodziny królewskiej.

Czy to jest życie marzeń?
W takim wyjątkowym dniu jak ślub (ani w żadnym innym) nie chciałabym wyglądać i zachowywać się dokładnie tak, jak oczekują tego ode mnie inni. Nie wyobrażam sobie również tego, by nie móc być sobą, wtedy kiedy mam na to ochotę.
Przez wiele lat to robiłam i dziś już wiem, że taka postawa nie ma nic wspólnego z życiem szczęśliwym.

Teraz już wiem, że nie chcę być księżniczką, chcę być po prostu sobą. Codziennie wstawać, zakładać swoją tiarę na głowę, otrzepywać kolanka po trudnym dniu i kroczyć do przodu - DUMNYM KROKIEM zwykłej siebie.

Na pewno też natknęłaś się na liczne artykuły i posty o ślubie pary książęcej. Co sobie pomyślałaś jak zobaczyłaś tą bajkę?

css.php