CHĘCI

CHĘCI

Kto mnie obserwuje wie, że jestem jaka jestem. Mam swoje nastroje i humory. Można mnie lubić, można mnie kochać, można nienawidzić, można być obojętnym. Każde z tych odczuć akceptuję. Bo ja nie jestem dla wszystkich. A w temacie chęci mogę powiedzieć tyle:

Chęci

 

Kiedy dzielę się z Wami moimi odczuciami, moimi łzami, moimi bólami to nie po to by wzbudzać w Was współczucie, czy żal. Robię to, aby nie odpisywać na setki wiadomości, które otrzymuję i za które bardzo dziękuję. Ale ani czas ani zdrowie nie pozwalają mi na indywidualne pisanie. Uwierzcie, że bardzo dużo mnie to kosztuje.

Po pół roku mojej prywatnej wojny opowiedziałam Wam o tym, miałam dużo znaków zapytania, czy to zrobić czy nie. Ale z drugiej strony jest wiele matek w Polsce które mają podobne sytuacje i też są z tym same. Bo taki mamy kraj. Takie mamy prawo. I takie mamy wsparcie. Czyli żadne. Ja radzę sobie najczęściej sama. Mam 2 osoby z którymi mogę pogadać, które mnie wysłuchają i nie radzą, nic nie mówią, po prostu są. Na dobre i złe. W moim chujowym nastroju jak i wesołym.
Niestety wczoraj mnie rozwaliło. I chce się z Wami podzielić tym doświadczeniem, bo to lekcja dla mnie do przemyślenia, ale może i też dla Was. W jakiejś innej sytuacji.

Bliska mi osoba przekroczyła granice i weszła w moje sprawy bez pytania, bez uprzedzenia. Podjęła działania, które mogą teraz obrócić się przeciwko mnie. Dostarczyła nieświadomie drugiej stronie bardzo dobrych dowodów przeciwko mnie. Czasami jest tak, że nasze wyobrażenia idealnego pomysłu , widzenia świata, wiary w jakieś narzędzie totalnie nie mają racji bytu … szczególnie, kiedy nie dowiemy się więcej o sytuacji, o przebiegu, o faktach… tylko wymyślimy sobie rozwiązanie i próbujemy je wdrożyć. To, co dla jednego jest dobre nie oznacza, że się sprawdzi u drugiego. Szczególnie jeśli chodzi o prawo w naszym kraju i tym bardziej w sąsiednim, gdzie rządzą znajomości i kasa. I niestety tłumaczenie: „chciałam dobrze”, nic nie zmienia. Jak to mówiła moja Babunia: Dobrymi chęciami całe piekło jest wybrukowane.

Mam teraz swoje rozterki, zastanawiam się czy w ogóle można ufać, czy ja mogę ufać, czy otrzymam kolejny cios, najgorsze, że największe ciosy otrzymuję od bliskich mi osób. Może rzeczywiście powinnam zostać z tym sama i nie mówić głośno, i tak jak kolejna ofiara systemu, relacji, poplątanych sytuacji przeżywać to sama. Już sama nie wiem. Pogubiłam się.

Tak, może moje życie jest popaprane. Może pokręcone. Może niezbyt idealne. Z wojennym tłem i masą ofiar. Takie jest na ten moment.

Ale …

Nikomu nie zaglądam do garnków.
Nikomu pod kołderkę ( choć mogłoby być tak zabawnie ).
Cudze portfele mnie nie interesują.
Faceci i mężowie cudzy też nie.
Żyję sobie w domku prawie na obrzeżach Warszawy, z lasem za oknem.
Święty spokój też miewam.
Nie mam potrzeby nikomu się tłumaczyć.
Nie muszę też żyć pod niczyje dyktando.
Im starsza jestem tym więcej we mnie optymizmu.
Cieszę się każdą chwilą. Szczególnie tą spędzoną z Najbliższymi.

Nie wiadomo ile nam ich dane jeszcze będzie.
No właśnie..
Więc …..

Żyj swoim życiem, póki jeszcze możesz…

I ZAPAMIĘTAJ!

Nie trać czasu na wchodzenie w obuwiu do cudzego życia, szczególnie gdy nie masz wszystkich faktów i gdy Cię o to ktoś nie poprosi. Bo Twoje działania mogą przynieść więcej krzywdy niż pomocy!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zapisz się do naszego newslettera!